RSS
niedziela, 27 kwietnia 2014
jak biegałam na rowerze - czyli o podstawówce i zaletach starości

nie lubię rezygnować ani decydować "to" albo "to" - bo chciałabym mieć wszystko. odkąd prawie zimą w zeszłym roku do mojego biegowego ekwipunku dołączył rower (bo to ponoć podobny rodzaj wysiłku jak bieganie i pływanie), gdy za oknem jest piękna pogoda, ze złością mierzę się z dylematem jeżdżenie czy bieganie? najczęściej wygrywa bieganie, bo jest prostsze (ciach prach buty na nogi i w długą), rower, by był użyty w górach, trzeba zapakować, przewieść, a dopiero potem jeździć...więc tak, najczęściej biegam dlatego, że jestem leniwa :-)

ten weekend pogoda była piękna aż do syta, więc ostatecznie rower został zapakowany, a potem szust szust góra dół wokół Ślęży. z niekłamaną radością , którą najczęściej przeżywa się w podstawówce, wjeżdżałam rozpędzona w kałuże i błoto. z przejęciem równie podstawówkowym zjeżdżając z góry wywaliłam się i starłam kolana...cały czas się zastanawiam, w co jutro się ubrać do pracy: opcja "nie powiem nikomu" czy może "dumna i blada z odsłoniętym kolanem";-)

i gdybym nie była zachłanna, pewnie prasowałabym teraz 6 wersji ubrań na jutro. zamiast tego siedzę z przemęczonym ciałem zwinięta na fotelu, bo po odstawieniu roweru jeszcze poszłam pobiegać. no bo... no bo chciałam spróbować, jak to jest. o, jest genialnie! ciało człapie, a umysł chce szybciej i szybciej. endorfiny uwalniają się w zawrotnym tempie, zanim jednak opętały mnie doszczętnie, mądrze skróciłam dystans i wróciłam do domu, by paść :-) Prawie Święty Mąż popatrzył na mnie z troską i powiedział prawie czule "Ty już chyba stara jesteś...", a ja nie zamieniłabym tego na nic innego. i następnym razem nie będę już walczyć z dylematem "rower" czy "bieganie" - jak się da, to biorę jedno i drugie. stara jestem, więc nie mam czasu, by z czegoś rezygnować :-)

22:16, olga_na_maratonie
Link Komentarze (2) »
środa, 09 kwietnia 2014
czytać w biegu

ostatnie dni, tygodnie, miesiące, są przepełnione wszystkim aż po brzegi. mam poczucie, że 10 minut siedzenia w fotelu, gdy nie muszę nic i po prostu siedzę, jest moją ulubioną formą luksusu. i wiem, że nie jestem w tym jedyna: gdy człowiek chce coś robić, zawsze okazuje się, że jest jeszcze mnóstwo rzeczy i osób, które wymagają troski i poświęcania im czasu. czasem aż chce mi się krzyczeć, że tyle tego i jak to wszystko ogarnąć, a jak tu jeszcze biegać, pisać, czytać...

na szczęście coraz rzadziej przekłada się to na marudzenie (z marudzenia nic nie ma poza tym, że mam jeszcze gorszy nastrój i paradoksalnie pochłania mnóstwo czasu i energii), za to coraz lepiej wychodzi mi patrzenie do przodu - by widzieć to, co ma sens i czemu warto poświęcać uwagę.

odkryciem ostatnich dni jest słuchanie książek w biegu. właśnie z książką na uszach przebiegłam półmaraton ślężański (dokładnie pamiętam, że na 11 kilometrze słuchałam kawałka o ziemniakach :-). do książki dodaję też Pragę, więc na codzień udaje mi się łączyć psa, bieganie i książkę. wymaga to dużej uważności, ale daje też niesamowity uśmiech, gdy ściągając po bieganiu buty pojawia się świadomość, że podczas tej godziny zrobiłam tyle! dla siebie, dla swojego ciała, zdrowia, dla suki, nawet dla tych osób, z którymi będę mogła dzielić się wiedzą z audiobuków.

ostatnio dostałam nawet niespodziankę: po przesłuchaniu kolejnego rozdziału, zamiast lektora, kóry właśnie skończył czytać ostatni zgrany na walkmana rozdział, usłyszałam jak chris martin, którego słuchałam namiętnie i nie skasowałam, śpiewa oh you use your heart as a weapon and it hurts like heaven. aż przyspieszyłam :-) bo poza rozsądkiem w bieganiu trzeba też mieć i przyjemność.

 

 

21:38, olga_na_maratonie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2014
biegam :-)

nigdy w życiu nie pomyślałabym tego o sobie, ale bieganie przychodzi mi łatwiej niż pisanie :-) muszę sobie narzucić jakiś pisarski plan treningowy, bo inaczej będę tu tylko z przypadku, a przecież z doświadczeń biegowych wiem, że jak coś się robi ot tak, bez regularności, to efekty tego są (sama przyjemność endorfin jest nagrodą za półgodzinny wysiłek!), ale nie takie, jak przy regularnym ćwiczeniu.

ech, Mała - mówię do siebie - trzeba wziąć się za siebie, inaczej myśli i słowa, zamiast wysmuklać się, obrosną tłuszczem :-)

więc: biegam. i piszę!

Olga Pisze Maraton :-)

20:40, olga_na_maratonie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
chaos przedbiegowy i harmonia biegania

w bieganiu najtrudniejsze dla mnie są te momenty - od dni aż po miesiące - gdy spodnie i buty leżą poukładane równiutko w szafie albo suszą się na wieszakach. najwięcej energii wymaga ode mnie wtedy zniszczenie uporządkowanej rzeczywistości poukładanych rzeczy i wprowadzenie chaosu przedbiegowego. ubieram spodnie, szukam skarpet, w międzyczasie wyrzucam koszulki w poszukiwaniu niebieskiej, przekadam gdzieś buty, których potem szukam (a na których często kładzie się Praga, która jakby chciała zaznaczyć: oddam ci buty pod warunkiem, że pobiegniemy razem).

ale gdy wprowadzę już totalny chaos (w którym znajduję nawet łokmena!), zaczyna dziać się porządek. od kilku tygodniu biegamy z Pragą razem (przynajmniej dopóki nie dojdę do 15 -18 km), rytmicznie stawiając kroki (ja) albo dając się prowadzić instynkowi szukając kotów w krzakach (Praga). po pierwszym kilometrze udaje się nam zgrać i mimo że każda własną ścieżką, biegniemy razem łapiąc wiatr na twarzy, szum ulic w uszach i energię miasta.

a potem wracamy w chaos, w rozwalone po mieszkaniu cichy, ja rozciągam się na podłodze, a Praga przeskakuje przeze mnie usiłując wylizać mi twarz i ręce. śmieję się, a ona powarkuje z radości. w sercach mamy porządek i pogodną harmonię.

 

21:51, olga_na_maratonie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 sierpnia 2012
bieganie po męsku

zaczęłam biegać po męsku - czyli żeby zbić stres, zapomnieć o wszystkim, twardo i surowo. to dlatego, że od połowy czerwca mój Tato zaczął chorować, a cały lipiec i cały sierpień spędzam na odwiedzaniu go w szpitalu. walczymy wspólnie z nowotworem żołądka. o tyle trudne to dla mnie jest, gdyż Tato od początku po operacji jest cały czas w śpiączce i dopiero od dziś można mówić o jego powolnym wybudzeniu. dużo emocji, które się z tym wiążą, powoduje, że po ludzku nie mam siły biegać. zdarza mi się to epizodycznie, muszę wtedy jednak cały czas pamiętać, by mieć ze sobą telefon, bo w każdej chwili może zadzwonić lekarz.

biegam wtedy nie po to, by pokonać kolejny kilometr, ale tylko po to, żeby biec. nie myśleć o niczym innym niż to, jak postawić stopę i jak oddychać. padam wykończona po 5 czy 7 kilometrach. nie ma mowy niestety o żadnym regularnym treningu, żadnych startach. ciężki rok...

dłużna jestem ten wpis wszystkim moim dobrym biegowym duszom, które pytają się, jak mi się biega albo opowiadają o swoich biegowych osiągnięciach. jestem z Wami całym sercem! i każdy Wasz kilometr, każdy półmaraton powoduje, że się uśmiecham. Dziękuję, że o mnie pamiętacie. i że zapalacie we mnie to marzenie i planowanie startów w kolejnych maratonach...bo gdy już złapię oddech, to przez pół roku uda mi się przygotować choćby na Silesię...a potem...i już się uśmiecham.

22:19, olga_na_maratonie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 czerwca 2012
Puknąć czternastkę....i jeszcze kilkaset metrów :-)

dwa lata temu nie powiedziałabym, że to możliwe. ba, uważałaby to za cud i wynik boskiej interwencji: dziś rano mój Prawie Święty Mąż wstał bez ociągania się z łóżka i zapowiedział rześkim głosem "biegniemy na lotnisko". głos nie tylko był rześki, ale też nie dopuszczający sprzeciwu, więc moje argumenty typu "wczoraj pływałam wieczorem...", "może po śniadaniu..", "jestem zmęczona" okazały się płonne.

po jakimś czasie od wybiegnięcia (wszak czas tego biegu nie jest ważny, ale dystans) wróciliśmy do domu mają za sobą 14 km i 680 metrów (jak podaje MapMyRun). oczywiście, usłyszałam, że za wolno, że jest zmęczony, że nawet jeść mu się nie chce. ale co tam! po godzinie snu robi wrażenie prawie nie zużytego :-) mogę więc śmiało powiedzieć, że Prawie Święty Mąż pukną czternastkę i dobrze mu to służy.

teraz przed nami kilka kliknięć i rejestracja na półmaratonie w Henrykowie. przecież po 14 km do mety brakuje jeszcze tylko siedmiu...

13:56, olga_na_maratonie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2012
Bieg dla Maćka - mission complete

Bieg dla Maćka ma w sobie coś magicznego. może dlatego, że biegnie się dla konkretnej osoby, dla chłopaka, że można zostać "Kumplem Maćka". to taki też trochę prestiż: jasne, biegam, ale moje bieganie też ma jakiś sens - biegam dla Maćka.

klimat, który wokół tego się tworzy i atmosfera jest z jednej strony typowo biegowa (rozgrzewka, muzyka, zapach bengaja....), ale jakoś tak nikt nie rozpycha się łokciami, na podium wchodzą dziewczyny ze swoimi dziećmi, każdy biegacz jest wyjątkowo ważny, no bo biegł dla Maćka. i ja się cholernie wzruszam, jak widzę i słyszę Pawła Jacha już po biegu. wlewa w serca z jednej strony pokorę, z drugiej - siłę i pogodę ducha. i to, że życie ma sens.

więc ten niezwykły bieg był pierwszym startem mojego Prawie Świętego Męża.  marudził, że nie, że nieprzygotowany, że się nie zapisał...a potem, jak już przyczepił sobie numerek startowy, to nie przestawał się uśmiechać. i oczywiście, wypruł jak z procy i jeszcze podśpiewywał na trasie. teraz odgraża się, że jeszcze sobie "puknie jakąś czternastkę" (hehehe) i będzie zapisywał się na półmaraton. jak puknie - to napiszę :-)

23:01, olga_na_maratonie
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 czerwca 2012
zmartwychbieganie

żyję. od 2 tygodni nawet biegam...przyznać się muszę, że trochę jeszcze głupio mi z tym moim bieganiem, bo gdy pomyślę, że w zeszłym roku miałam już za sobą Silesia Marathon, a teraz to tak w okolicy dychy...ale zaciskam zęby ambicji i biegam.

bieganie idzie mi łatwiej niż pisanie - bo mimo że biega się po ulicach, mam wrażenie, że to moje pisanie o bieganiu, jest jakieś takie bardziej "publiczne";-) ale daję słowo honoru, że skoro do biegania wróciłam, to i do pisania o bieganiu też wrócę.

dziś..no nie piszę bez powodu. właśnie dopijam kawę, pakuję buty i biorę ze sobą Prawie Świętego Męża na Bieg dla Maćka. nie lada wyczynem będzie pobiegnięcie po raz pierwszy w biegu razem :-) co za stres :-) jeszcze mnie własny mąż wyprzedzi na trasie...:-)

podsumowując: żyję - biegam - piszę.

Amen!

09:25, olga_na_maratonie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 marca 2012
Półmaraton Ślężański


miesiąc temu byłam pewna, że też będę tam biegła. no trudno. za to stałam za 19 kilometrem i krzyczałam, klaskałam, śmiałam się, dzieliłam wodą, przybijałam piątki - kibicowałam.

wszystkim, którzy biegli dziękuję!

(no i tym, którzy szli, a gdy mnie mijali, zaczynali biec - jeszcze bardziej dziękuję za emocje:-)

15:33, olga_na_maratonie
Link Komentarze (1) »
bezbieganie - pływania uczy mnie mistrz :-)

skręcenie, zerwanie, naderwanie...minął już miesiąc niebiegania. dużo pokory to ode mnie wymaga, a przede mną jeszcze co najmniej...3 tygodnie.

jedyne, co mi zostało to basen. dużo pływam. systematycznie przemierzam długości basenu o świcie w tygodniu. dziś udało mi się dostać w ręce prawdziwego trenera - i od razu to poczułam w mięśniach :-)choć na początku, gdy weszłam do wody, z wrażenia nie mogłam złapać oddechu i pływać zaczęłam dopiero po 400 metrach topnienia się.

było bez cackania się: jasne komendy i jako wzór harmonijne ruchy. chciałabym tak umieć...minęło kilka godzin, a ja z lekcji niewiele pamiętam, jedynie: wysoko podniesiona głowa, otwarta klatka, nogi jak płetwy...ale będę się starać. w końcu mistrz Polski - sprzed lat, ale zawsze mistrz -  mnie uczy :-) z zadowoleniem pławię się w jego chwale :-)

15:21, olga_na_maratonie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15